Podziemny Świat Labiryntów Tygrysa +3

S3: Herezja, wszędzie herezja...

Po zabiciu leszego, podzieleniu się jego skórą i tryumfalnym spożyciu serca przez Siliusa, rozbiliśmy obóz, by odpocząć i wyleczyć rany. Noc minęła spokojnie wszystkim, z wyjątkiem Sylanny, która miała dziwny sen. Śniło jej się, że była w lesie i dostrzegła płomień. Ruszyła więc do niego, a gdy podeszła bliżej, okazało się, że płomień znajduje się na kamiennym piedestale pośrodku sadzawki. Wtedy ściemniło się nagle, ogień zgasł, piedestał zaś powoli schował się pod powierzchnię wody.

W tym momencie druidkę obudziła obozowa krzątanina.

Po zwinięciu obozowiska, wyruszyliśmy przez las ku Złotopolu, o którego istnieniu drużynę poinformował Samuel. W trakcie drogi, zaczęło nam towarzyszyć dziwne poczucie, że coś jest nie tak. Silius, jako człek z gór, nie był w stanie powiedzieć, skąd bierze się to wrażenie, tak samo Nora ani Sylanna. Jedynie czujne zmysły Samuela były w stanie wyłapać źródło niepokoju. Rośliny były niemal pradawne, ale przy tym dziwnie skarłowaciałe i powykręcane. Zwierzęta miały w sobie coś dziwnego, jakąś nienaturalną aurę, a z rozmów mijanych drwali wynikało, że w pobliżu znikąd pojawiła się jaskinia. Imperialny agent nie miał wątpliwości, że to wszystko jest skutkiem plugawego wpływu Astrala.

Podróż minęła jednak bez przeszkód i dotarliśmy do Złotopola. Chłopi pracowali już na polach, z kominów unosiły się stróżki dymu, a na głównym placu panował gwar. Ludzie przeganiali zwierzęta, zgarbiona staruszka układała świeże kwiaty na kapliczce lokalnego bóstwa, rzemieślnicy i drobni handlarze zajmowali się własnymi sprawami.

Sylanna z miejsca skierowała swe kroki do szewca, by zamówić u niego pelerynę ze skóry leszego, a po chwili z podobną sprawą zwrócił się do niego Silius, który chciałby karwasze. Po zawziętych negocjacjach udało się ustalić, że łącznie wszystko kosztować będzie 30 pełni, w tym 20 trzeba będzie zapłacić z góry. Sylanna zapłaciła.

W tym samym czasie Sam przeszedł się do kowala. Gdy agent dostrzegł, że rzemieślnik nie ma wystawionego, w celu ukazaniu swego kunsztu, choćby jednego miecza, minął go zniesmaczony i skierował się do mieszkającej na uboczu zielarki. Stara chatka otoczona była ziołowym ogrodem. Sam zapukał do drzwi i wszedł do jedynej izby. Wnętrze było gęste od zapachu ziół, między którymi paliły się świece.

W środku zastał dwie rozmawiające osoby. Jedną z nich była starsza kobieta o siwych włosach, drugą zaś krasnolud z czarną brodą, odziany w długą, jak na karła, zieloną szatę ze srebrnymi ornamentami, które nic nie mówiły Rybakowi. Gdy kobieta spostrzegła gościa, przestała szeptać o czymś z krasnoludem. Po krótkiej rozmowie bez zbędnych ozdobników i uprzejmości, Samuel dogadał się z zielarką, że ta nauczy go ważyć kilka nieznanych mu trucizn, w zamian za udzielenie pomocy krasnoludowi. Szczegóły zlecenia Sam miał ustalić na rozmowie w karczmie. Agent wrócił więc do drużyny i poszliśmy na spotkanie krasnoludowi.

Krasnolud w karczmie siedział sam, a wszyscy trzymali od niego bezpieczną odległość, co było jednak typowe dla prostego ludu. Dosiedliśmy się do niego i Samuel rozpoczął rozmowę. Z rozmowy wynikło, że krasnolud nazywa się Zaprok i należy do gildii magów. Do Złotopola ze stolicy sprowadziły go wieści o dziwnej anomalii – jaskini, która pojawiła się znikąd. Słychać ponoć było jedynie eksplozję. Skutki są takie, że krowy dają kwaśne mleko, dzieci są niespokojne, a zwierzęta dziwne, nikt jednak jeszcze nie zginął. Wszystko to w umyśle Samuela, dzięki jego imperialnemu przeszkoleniu, składało się na tylko jedno słowo – HEREZJA. Zaprok miał zamiar zbadać jaskinię, potrzebował jednak obstawy, oferował 200 pełni na głowę, jednak po chwili targów uznał, że da radę dorzucić każdemu jeszcze 50 pełni. Musimy jedynie pokazać, że się nadajemy. W tym celu poprosił nas, abyśmy wyszli z nim poza wieś.

Zaprok zaprowadził nas na pole, poprosił, abyśmy nie przeszkadzali i wyczarował Siliusowi ziemnego golema. Silius urwał rękę golemowi, rozbił nią jego nogę, a na koniec wystrzelił za jej pomocą głowę golema za horyzont. Z oddali dobiegł dźwięk walącej się stodoły.

Krasnolud nie ukrywał podziwu, jednak musiał jeszcze sprawdzić resztę z nas. Sylanna zmieniła się więc w mamuta, coś jej jednak nie wyszło i zmieniła się w małego mamuta, uważającego się za oposa. Zaprok domyślił się, że w takim razie ma do czynienia z druidką.

Krasnolud spojrzał na Norę, bawiącą się z kotem. Dostrzegł łuk na jej plecach, uznał ją więc za łowcę. Bez ostrzeżenia rzucił jabłko i kazał jej je zestrzelić. Łowczyni trafiła za drugim razem. Na koniec mag wyczarował Samowi zamknięte pudełko i kazał mu je otworzyć. Złodziej z łatwością rozbroił pułapkę, otworzył zamek i otworzył wieko pudełka. W środku było przestrzelone jabłko. Po tym krasnolud uznał, że się nadajemy i ustaliliśmy, że wyruszymy następnego dnia o świcie.

Wróciliśmy do wsi, zwłaszcza, że jakiś chłop zaczął wyrażać swoje niezadowolenie, wynikające z obecności mamuta i rozwalonego golema na jego polu. Silius uznał, że potrzebuje się z kimś zmierzyć na rękę. O dziwo, znalazł się chętny – Sebosław, czeladnik kowala. Próba siły skończyła się jednak równie szybko jak się zaczęła. Oczywiście zatryumfował Silius. Resztę wieczoru spędziliśmy w karczmie, a następnie udaliśmy się na spoczynek.

Sylanna obudziła się z poczuciem niepokoju, a karczma była kompletnie pusta, gdyby pominąć trzech żołnierzy, kłócących się z karczmarzem. Sam zapytał ich, o co chodzi, nim zrobił to Silius, by uniknąć kolejnej rzezi. Okazało się, że książę wydał rozkaz ewakuacji wioski ze względu na pobliską anomalię, karczmarz jednak nie miał zamiaru opuszczać ziemi swoich przodków. Sam zapewnił żołnierzy, że nie trzeba przesiedlać Złotopola, bowiem on i jego towarzysze mają właśnie zamiar rozwiązać problem dziwnej jaskini. Żołnierze nie wyglądali na przekonanych, jednak dali spokój karczmarzowi.

Po śniadaniu odebraliśmy rzeczy od szewca i udaliśmy się na spotkanie z krasnoludem. Ten ewidentnie śpieszył się, co przykuło uwagę Samuela. Zaprok poinformował nas, że powinniśmy uważać na kryształy w jaskini oraz że coś jest nie tak z ewakuacją wsi, po czym udaliśmy się do jaskini. Była to duża dziura w ziemi, której pilnowało kilku strażników, podenerwowanych przez dziwną aurę anomalii. Aura pogłębiała niepokój Sylanny, natomiast umysł Sama dominowało jedno słowo – HEREZJA. Krasnolud zmieszał się na widok strażników, bowiem jego obecność w Złotopolu była samowolą ze strony gildii. Sam zapewnił jednak strażników, że książę specjalnie wezwał maga, by zbadał anomalię i wszystko jest w pełni legalne, dzięki czemu obyło się bez rozlewu krwi.

Weszliśmy do jaskini. Mag oświetlał drogę magiczną kulą światła, a Silius zwyczajnie pochodnią, bo nie ufał czarom. Za dwoma zakrętami trafiliśmy na wspomniane przez krasnoluda kryształy, które emanowały lekkim, niebieskim światłem. Silius miał wrażenie, że gdzieś już je widział, w trakcie jakiegoś rytuału, Sylanna natomiast rozpoznała kryształy. Było to orikalcjum, które można przekuwać jak metal i ma sporą wartość. Druidka zaczęła więc skrycie zbierać kryształy. Sam zapytał krasnoluda, co to. Po zapewnieniach, że ta wiedza jest niezbędna dla powodzenia misji, dowiedział się, że kryształy te są czystą (HEREZJĄ) mocą Astralu, więc jeśli ktoś z nimi czegoś szybko nie zrobi, to spaczą całą okolicę. Gildia wysłała Zaproka, by oczyścił drogę. I lepiej, by uwinęli się z tym szybko, bo przedłużająca się obecność w jaskini może skończyć się nieprzyjemnie. Mówiąc to, krasnolud zbierał młotkiem kawałki kryształów, po czym pakował je do woreczka, który ponoć był ze specjalnego, izolującego materiału. Sam zapytał, czemu krasnolud nie ma kombinezonu z tego materiału, a ten powiedział, że to nieopłacalne. Po chwili wyruszyliśmy dalej w głąb jaskini. W trakcie marszu Samuel wypytywał maga o szczegóły zlecenia, naturę kryształów i już miał dowiedzieć się, czemu zielarka chciała, by pomóc magowi, gdy z głębi korytarza dobiegły nas dziwne szmery.

Chwilę potem dotarliśmy do wielkiej sali, całej w wielkich kryształach orikalcjum, która wydawała się nienaturalna, ale równocześnie nie była czyimś dziełem. Na końcu sali znajdowały się kryształowe wrota, których strzegły kryształowe pająki. Pająki ruszyły na nas, gdy tylko wyczuły naszą obecność. Było ich osiem, przy czym jeden z nich był wielkości mamuta, gdy pozostałe rozmiarem przypominały dużego psa. Nora nie miała pojęcia, z czym ma do czynienia, jednak Silius kojarzył je z gór. Sylanna natomiast miała wrażenie, że wbrew pozorom to gildia magów kontroluje sytuację.

Silius spróbował skupić na sobie uwagę pająków, jednak szybsza od niego była Sylanna, która zmieniła się w yeti i swym rykiem zasiała chaos w szeregach mniejszych stworzeń, jednak największy z pająków nic nie robił sobie z jej pokrzykiwań. Nora wystrzeliła szybko kilka razy w największego przeciwnika, strzały ukruszyły trochę istoty. Sam wbiegł między gąszcz świecących kryształów i, kryjąc się w ich blasku, cisnął nóż w najbliższego pająka. Ostrze wbiło się w istotę, a na jej powierzchni wykwitła pajęczyna pęknięć. Mag odsunął się na bok i cisnął w największego pająka magiczny pocisk, który odpryskuje nieco kryształowego pyłu.

Silius zaszarżował na najpotężniejszego wroga, uderzył mieczem, jednak pradawne ostrze odbiło się od kryształu. Pająk uderzył po tym zwisający ze sklepienia kryształ, zrzucając go o włos za barbarzyńcą, odcinając mu drogę odwrotu i blokując linię strzału magowi i łowczyni. Sylanna, pod postacią Yeti, rozbiła w proch innego pająka, zostaje jednak zraniona przy okazji odłamkami kryształu. Nora pojedynczą strzałą roztrzaskała  kolejnego, Sam zaś cisnął drugi nóż w trafionego już pająka. Trafienie zmieniło potwora w chmurę odłamków, co zwróciło uwagę pozostałych pająków. Mag przesunął się i chciał ponownie wystrzelić w największą z bestii, jednak aura kryształów wypaczyła jego zaklęcie, którego eksplodowało mu w dłoniach, pozbawiając Zaproka przytomności.

Silius zaatakował ponownie, a pradawne ostrze przodków ponownie nie wyrządziło najmniejszej krzywdy bestii, a jedynie ją rozjuszając, co poskutkowało potężnym atakiem żuwaczkami na gołą klatę barbarzyńcy. Yeti zaatakował kolejne pająki, salę wypełnił dźwięk drapania pazurami po krysztale, ale nic więcej. Nora zmieniła pozycję i zestrzeliła jednego z pająków, które rzuciły się na Sama. Sam Rybak zwinął się w niemal tanecznym uniku, dobył noża i celnym ciosem sprawił, że jego twarz obsypała chmura kryształowego pyłu. Silius ponowił atak, tym razem dając radę ukruszyć kawał bestii, czym skupił na sobie całą uwagę celu. Sylanna zaś zniszczyła ostatniego z małych pająków, ponownie raniąc się jego szczątkami. Sam postanowił wykorzystać brak uwagi potwora. Dobiegł do niego, lawirując zwinnie między kryształami, w pewnym momencie skoczył na jeden z nich, odbił się, skoczył na drugi, odbił się ponownie i w locie uderzył nożem w jedno z pęknięć na powierzchni olbrzymiego pająka, wkładając w cios impet całego ciała. Słychać było głośny trzask, pająk się zachwiał, a Sam wylądował zwinnie na ziemi, równocześnie z olbrzymim fragmentem kryształowej istoty, który rozprysł się po zderzeniu z ziemią. Sam schował się błyskawicznie między kryształami, Silius zaś zaatakował pająka, lecz ponownie odbił się od jego skorupy i oberwał odnóżem. Sylanna także spróbowała swych sił z pająkiem, lecz cios odnóża cisnął nią o ścianę jaskini.

Kończący cios zadała Nora, której strzała wbiła się w pająka. Nim ten eksplodował, słychać było jeszcze ogłuszający pisk, który zbudził Zaproka. Mag, gdy zauważył, co się stało, wysłał jakąś magiczną wiadomość, po czym otworzył portal, z którego wyszło pięcioro magów.

Comments

Jaggred Jaukosh

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.