Podziemny Świat Labiryntów Tygrysa +3

S9: Koty nie mają 9 żyć

Po spotkaniu z łowcami czarownic, które nie było zbyt przyjemne (dla nich), uznaliśmy, że w trakcie dalszej drogi powinniśmy trzymać się z dala głównych szlaków. Wędrowaliśmy więc lasami, ale i tak mieliśmy okazję zobaczyć oznaki trwającej wojny, a do tego w każdej mijanej wsi płonęły stosy. Nieliczni chłopi nie podchodzili zbyt entuzjastycznie do pomysłu palenia zielarek, których wywary uleczyły ich dzieci lub pozwoliły je w ogóle spłodzić.

Dotarliśmy do stolicy, wielkiej i cuchnącej jak zawsze. Tym razem oprócz typowych odorów rynsztokowych, między wysokimi kamienicami zbierał się duszący smród palonego ciała. Uliczki były opustoszałe, jakby wymarłe, jedynie pojedyncze osoby przemykały od drzwi do drzwi, przykurczone i z kapturami narzuconymi konspiracyjnie na głowy. Po drodze do tajnej siedziby Gildii Magów przeszliśmy przez wielki plac, na którym walały się resztki pięciu stosów, a pośród nich uwijały się olbrzymie, liniejące szczury. Zatrzymaliśmy się, bo Nora chciała się rozejrzeć. Łowczyni milcząco rozgrzebywała butem zgliszcza, gdy Suski syczał na szczury dorównujące mu wielkością. Półelfka w końcu trafiła na fragment materiału, obszyty złotą nicią w jakiś wzór. Nora pamiętała ten wzór – dokładnie taki sam miał jeden z magów, do których zaprowadził nas Aaron. Ruszyliśmy dalej.

Dotarliśmy do wejścia do Gildii. Mur był wysadzony w powietrze, po całej ulicy walały się resztki cegieł. W dole schodów panował niepokojący półmrok. Zeszliśmy w dół, a oczy przyzwyczaiły się do braku światła. Wielka sala, wcześniej pełna magów i doskonale zorganizowanych mebli, teraz zawalona była kawałkami drewna i śladami walki. Po drzwiach do pomieszczenia, w którym magowie otworzyli portal do biblioteki, zostały tylko osmalone strzępy na zawiasach.

Zaczęliśmy rozglądać się po wnętrzu, przegrzebywać sterty drzazg. Silius z Sylanną poszli sprawdzić lecznicę. Nie znaleźli nic ciekawego, jednak Sylanna dostrzegła, że jeden z zaczepów na pochodnię jest dziwny, jakby nie pasował do otoczenia. Druidka podeszła do dziwnego zaczepu, a gdy go dotknęła, ściana rozpłynęła się jak mgła, a wnętrze wypełnił huk spadających kamieni. Jedna droga się otworzyła, ale kamienna ściana zabarykadowała wejście do lecznicy.

Hasrith, po upewnieniu się, że jego towarzyszom nic nie jest, zaczął szukać czegoś, co pozwoliłoby mu usunąć blokadę, jednak nim na coś takiego trafił, usłyszał, jak ktoś rozmawia przy wejściu podziemia. Zastukał delikatnie w ścianę, by zwrócić uwagę łowczyni, po czym na migi powiedział jej, że mają towarzystwo. Łowczyni potwierdziła skinieniem, że zrozumiała i wysłała Suskiego na zwiad.

Kot podreptał sprężyście po kamiennej posadzce, odprowadzony wzrokiem dwojga bohaterów. Ogon kota w końcu zniknął za rogiem ściany. Nastało wyczekujące milczenie

-Przeklęty chowaniec! – okrzyk przerwał ciszę, syknął miecz dobywany z pochwy i syknął kot. Nora nie zdążyła nawet otworzyć ust, gdy powietrze przeciął kakafoniczny, koci pisk, który urwał się równie nagle, jak się zaczął. Nora wydała pełny strachu i bólu okrzyk, na schodach zastukotały okute buty łowców, Hasrith ruszył ku wejściu. Gdy pierwszych dwóch mężczyzn wpadło do środka, cięcie elfickiego rycerza pozbawiło ich obu głów. Syknął bełt, jednak rycerz był zbyt szybki i pocisk nawet nie otarł się o blachy pancerza. Zaraz po tym przez drzwi do środka wpadło dwóch ludzi. Jeden z tarczą i mieczem, identyczny do wszystkich innych. Drugi zaś miał morgensztern i mnóstwo pożółkłych, zapieczętowanych zwojów przy pasie. Obaj zwrócili się ku Hasrithowi, odsłaniając się na ostrzał wściekłej łowczyni. Strzała trafiła tarczownika, milimetry od tętnicy szyjnej. Hasrith dobił go, przebijając się potężnym pchnięciem przez tarczę, po czym niemal na tym samym ruchu ciął kapłana, rozbijając równocześnie tarczę o posadzkę. Kapłan zachwiał się, wymamrotał coś i zapadła ciemność. Hasrith uderzył dwa razy na oślep, lecz trafił w pustkę. Nora wyjęła krzesiwo, strzeliła nim, a iskry ukazały jej paskudną twarz kapłana, stojącego tuż przed nią. W mroku zalśniły kolce uniesionego do ciosu morgenszternu. Łowczyni uskoczyła w tanecznym uniku, w ciemności poniósł się zgrzyt metalu o kamień. Nora ponownie trzasnęła krzesiwem, jednak kapłana już nie było, a zaraz po tym ciemność rozwiała się. Zostały jednak ślady krwi. Bohaterowie wybiegli za nimi na ulicę, akurat by dostrzec uciekającego i wołającego pomocy kapłana. Hasrith ruszył w pości, Nora nałożyła strzałę na cięciwę i strzeliła. Chybiła. Elf próbował jeszcze gonić przez jakiś czas kapłana, jednak w końcu go zgubił. Po tym bohaterowie wrócili do podziemi, by spotkać się z Siliusem, Sylanną i trojgiem magów.

W między czasie bowiem, Silius z Sylanną ruszyli ukrytym korytarzem. Na końcu znaleźli dwóch magów i magiczkę, skulonych przy niewielkim ognisku. To była dokładnie ta sama magiczka, która stała się wcześniej obiektem niewybrednych zalotów Sama. Nic dziwnego więc, że była podejrzliwa. Tym bardziej, że wydawało się, że byliśmy jedynymi osobami, które mogły zdradzić położenie Gildii. Pozory bywają jednak mylące. Magów udało się przekonać o naszych dobrych intencjach za pomocą kostura. Nikt nie został nim uderzony, wystarczyło go pokazać. Magowie zgodzili się z nami pójść, a potem udać się do Twierdzy Północy, przy okazji informując nas, że zaraz przed atakiem łowców, zaczęły maleć wszystkie złoża orikalcjum i zostało tylko to na północy.

Po przegrupowaniu i improwizowanym pochówku Suskiego, zaczęliśmy eskortować magów z miasta. Nora, jako najzwinniejsza, szła dachami, by móc ostrzec nas o niebezpieczeństwie. I rzeczywiście, miała ku temu okazję. Łowczyni dostrzegła bowiem dwóch kuszników na dachach oraz ośmiu łowców za rogiem. Jeden z kuszników dostrzegł Norę, było więc za późno na zmianę trasy. Łowczyni strzeliła szybko w niczego nie świadomego kusznika, trafiając w głowę. Truchło, które nagle spadło z dachu u stóp drużyny, było wystarczającym sygnałem.

Wystrzelił drugi kusznik, jednak ledwo drasnął półelfkę. Zza rogu wyszli łowcy, sześciu z tarczami, kleryk i dowódca. Silius przebił się przez mur tarcz, prosto do kleryka. Sylanna wyjęła kuszę i wystrzeliła, trafiając w tarczę. Hasrith wbiegł w korytarz za Siliusem i zaatakował z ciężkiego obrotu. Olbrzymie ostrze pozbawiło życia czterech łowców na raz. Nora nałożyła strzałę, strzeliła w kusznika, a kusznik spadł martwy z dachu, z hukiem uderzając o bruk. Kleryk zaczął coś mamrotać, jednak Silius Tryumfator jest zbyt wielkim wojownikiem na sztuczki jakiegoś klechy, jednak dał się na tyle zdekoncentrować, by zostać trafionym przez dowódcę oddziału. Sylanna ponownie strzeliła z kuszy, przeszywając rękę jednego z łowców na wylot i czyniąc go tym samym kaleką do końca życia, czyli na jakieś kilka sekund, po których spadło na niego oraz jego towarzysza ostrze Hasritha. Nora natomiast zaraz postrzeliła kapłana, którego chwilę potem Silius pozbawił rąk. W tym czasie dowódca zamachnął się na Siliusa. Hasrith dostrzegł to i zasłonił towarzysza mieczem, uniesionym do bloku. Nora strzeliła w dowódcę, a zaraz po tym Silius rzucił się na przeciwnika, powalając go na ziemię. Mężczyźni kotłowali się przez chwilę, ale Tryumfator mógł być tylko jeden.

Silius zabrał jeszcze z ciała kapłana jego złoty symbol półksiężyca i ruszyliśmy dalej, aż dotarliśmy do muru, otaczającego miasto. To jednak nie było problemem. Mąż magiczki, imieniem Teodor (tak naprawdę to Ahmed) podszedł do ściany i wysadził ją w powietrze… Tak naprawdę to nie, otworzył portal na drugą stronę. Daliśmy jeszcze magom na odchodne mapę i sztylet po demonie i ruszyliśmy w swoją stronę, to jest do karczmy, żeby odpocząć.

Noc minęła nam spokojnie, udało się nam wykurować po walce. Po bardzo krótkiej naradzie uznaliśmy, że skoro już jesteśmy w stolicy KWK, to możemy złożyć przy okazji wizytę Wielkiemu Księciu. Nie mogliśmy jednak znaleźć drogi do centrum miasta, więc zawitaliśmy do jednej z karczm, by spytać o drogę. Tam zostaliśmy otoczeni i zaaresztowani przez trzy oddziały łowców. Liczyliśmy, że zaprowadzą nas do pałacu, ale skręcili w ostatniej chwili. W efekcie wylądowaliśmy w lochu, bez sprzętu, zakuci w kajdany, blokujące magię.

Pierwszy spróbował się uwolnić Hasrith, jednak tylko ściągnął na siebie uwagę strażników, którzy zaczęli go katować. Silius natomiast Tryumfalnie rozerwał łańcuchy, a gdy do jego celi wpadło dwóch strażników, to obalił ich, docisnął do ziemi i wyrwał ręce z ramion. Gdy do środka wpadło dwóch kolejny, to ich barbarzyńca pozbawił życia rękoma kolegów. W między czasie Sylanna przekonała szczura, by jej załatwił klucz do kajdanek i celi, oswobodziła się, wysłała szczura do Nory, po czym pod postacią wilka zaczęła walczyć z dwoma strażnikami. Nora oswobodziła się, tak samo Hasrith, który spróbował zabrać jednemu z oprawców miecz, jednak chwycił nie to i zabrał mu sztylet. Nora dobiła strażnika, którego Sylanna zraniła, Hasrith spróbował uderzyć sztyletem, który był jednak dla niego dziwnie mały i tyko wystawił się na cios przeciwnika. Nora natomiast zabrała trupowi miecz, który zgodnie z prośbą przekazała rycerzowi, równocześnie robiąc ciągi uników przed atakami jednego ze strażników. Hasrith, mając w końcu jakąś porządną broń, najpierw ciosem z obrotu zabił dwóch oprawców, a potem doskoczył do napierającego na Norę człowieka, którego przebił na wylot.

Comments

Jaggred Sietnik

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.