Podziemny Świat Labiryntów Tygrysa +3

[Archiwum] Sesja czwarta

Karłowaty Aligator i młot wojenny +3 do śmiertelności szczurołapów

(tl;dr na końcu)  

              Żywa góra mięsa spadła na chodnik kanału, brzęcząc przy tym kolczugą i setkami monet. Rodiger podniósł się z kolana i rozejrzał po ciemnym korytarzu, starając się nie zwracać uwagi na duszący smród. Miecz miał na wierzchu, gotowy do rozpłatania dowolnego ścierwa, które tu mieszka.

                -Bezpiecznie – krzyknął do reszty drużyny, usuwając się ze światła włazu kanalizacji.

                Pierwsza wskoczyła Sylanna, która ledwo po dotknięciu posadzki zmieniła się w aligatora i zniknęła w rzece ścieków, nim wojownik zdążył jakkolwiek zareagować. Potem przez krąg światła w sklepieniu wpadł Xanax, a na końcu Nora wraz z kotem, który wylądował miękko na czterech łapach.

                -Gdzie jest Sylanna? – zapytała łowczyni.

                -Wystawiła nas – mruknął Rodiger – Brat, ciemno tu.

                -Czekaj…

                Mag wymruczał coś, a miecz wojownika zaczął świecić jak pochodnia. Rodiger uśmiechnął się już, widząc płomienie tańczące na powierzchni metalu, gdy brat ukrócił jego zadowolenie mówiąc, że to tylko iluzja świetlna, a nie prawdziwe płomienie.

                Wojownik wykonał bronią okrągły ruch, oświetlając migotliwym światłem zaokrąglony korytarz. Pod ścianami były wąskie chodniki, na których obok siebie ledwo zmieściłoby się dwóch ludzi, a między nimi płynęła ciemna, śmierdząca rzeka o konsystencji wahającej się między błotem a gęstą zupą. Kanałami echem niosło się kapanie, ciche drapanie szczurzych pazurów o kamienie oraz czasem dało sie usłyszeć odległe pomruki i posykiwania, które równie dobrze mogły być przeciągiem, co jakąś bestią.

                -Ja prowadzę – stwierdził wojownik, który blokował sobą całą szerokość chodnika – Brat, ty za mną. Nora, kryj tyły.

                -Wiesz, dokąd iść? – zapytał mag.

                -Nie, a ty?

                -Sprawdzę, czy coś mam o tym w księgach.

                Mag otworzył torbę, przegrzebał się przez masę monet, znalazł odpowiednią księgę i wyjął ją, równocześnie ustawiając się tak, by nic na nią nie nakapało. Xanax otworzył tom na spisie treści, przesunął po nim długim palcem, po czym przerzucił kilkadziesiąt stronic, by w końcu zatrzymać się na jednej. Czytał tekst, przesuwając palcem po kartce, po czym zamknął z trzaskiem księgę i wrzucił ją z powrotem do torby.

                -I?

                -Nic, tylko tyle, że są typowe dla wszystkich wielkich miast, ten sam projektant. Ale skoro są typowe… Poświeć tutaj – wskazał kawałek muru bratu, a ten przysunął do niego miecz. Na cegłach kredą narysowany był jakiś symbol. – Wiedziałem, szczurołapowie.

                -Wiesz, co to znaczy?

                -Nie mam bladego pojęcia, ale oni tak. Musimy znaleźć któregoś.

                Nora wyciągnęła z kaptura kota, postawiła go na mokrym, obślizgłym chodniku.

                -Suski, idź znajdź szczurołapa!

                Kot ziewnął, obwąchał ostrożnie otoczenie, wzdrygnął się i spojrzał zdegustowany na właścicielkę.

                -Suski, idź!

                Kot nie ruszył się z miejsca, jedynie zamiałczał krótko, na co odpowiedziało mu odległe syczenie.

                -Dam ci smakołyka, tylko znajdź szczurołapa.

                Nora wyjęła z kieszeni płaszcza zawiniątko z jakimś mięsem i położyła je przed zwierzęciem. Kot zjadł trochę, po czym miałknął i pobiegł w wilgotny mrok kanałów. Łowczyni strąciła butem to, co zostało z jedzenia, do strumienia ścieków.

                Po jakimś czasie kot wrócił, z futrem pozlepianym najgorszym świństwem, jakie tylko może być. Zamiałczał i ponownie ruszył ku ciemności tuneli. Bohaterowie ruszyli za nim.

                Gdy drużyna dotarła do kolejnego rozwidlenia, kot wyraźnie przeszedł pod czymś, po czym zatrzymał się przy lewej odnodze. Rodiger zatrzymał się natychmiast, a Xanax odbił się od jego szerokich pleców.

                -Pułapka – stwierdził wojownik, oświetlając mieczem linkę naciągową.

                -To tylko linka, pewnie połączona z wyrzutniami w tamtych otworach – mag wskazał na dwa otwory w ścianie pośrodku rozwidlenia – po prostu przejdź nad nią.

                -Czekaj! Z nią jest płytka naciskowa.

                -No to na nią też przejdź! Bogowie…

                Rodiger przeszedł dużym krokiem nad linką i płytką naciskową, za nim Xanax, zadzierając wysoko szatę i odsłaniając tym samym owłosione nogi i białe onuce, sięgające połowy łydki, a na końcu całość zwinnie przeskoczyła Nora. Gdy kot dostrzegł, że bohaterowie przeszli, ruszył dalej.

                W końcu zwierze zatrzymało się przed jednym z zakrętów i zamachało ogonem.

                -To tutaj – powiedziała Nora, a kot, nadal brudny, wskoczył bezceremonialnie do jej kaptura. – No nie, płaszcz do prania…

                -Czekajcie, zobaczę, co jest za rogiem – powiedział mag, przeciskając się między wojownikiem a ścianą i zbierając z cegieł trochę obślizgłego szlamu.

                -Nie łam formacji – powiedział Rodiger, jednak Xanax już wyglądał zza rogu.

                -Spokojnie, tylko wyjrzę.

                Czarownik ledwo zdążył to powiedzieć, a po tunelu poniosło się ciche warczenie. Człowiek odepchnął się od ściany i zaczął uciekać. Zza rogu wystrzeliły dwa wychudzone kundle z szaleńczym głodem w oczach. Czarownik puścił przez ramię stroboskopowe kule energii, trafiając jedne ze zwierząt i ciskając je w boczny odpływ, gdzie jego chuda sylwetka została jeszcze w locie pochwycona przez jakąś mackę i wciągnięta pod wodę, jeśli to coś w ogóle można tak nazwać. Drugi pies jednak dał radę doskoczyć do czarownika i chwycić mocno zębami jego rękę. Rodiger doskoczył do brata i uciął szybko łeb zwierzęcia, jednak przy okazji wszedł na linię właśnie wypuszczanego czaru, który stopił kilka ogniw kolczugi wojownika.

                Rodiger cofnął oparzoną rękę, kopnął truchło psa w odpływ na pożarcie mackowatej bestii i wydarł się:

                -Złamałeś formację!

                -Oj tam, oj tam… – Xanax w tym czasie przypalał pogryzienie, po czym wyciągnął z torby miksturę, wlał ją w gardło, schował z powrotem pustą flaszkę i zaczął głupio chichotać.

                -Kto tam jest?! – usłyszeli okrzyk zza narożnika.

                -Przyjaciele! – odparł mag.

                -Czyi?!

                -Cholera, to tylko takie wyrażenie! Przybywamy w pokoju!

                -Dobra, chodźcie, tylko bez numerów!

                Bohaterowie wyszli nieśpiesznie i ponownie ustawieni w odpowiedniej formacji zza zakrętu, prosto do obszernego pomieszczenia, oświetlonego kilkoma pochodniami, na którego środku był zbity z gnijących desek pomost. Na pomoście było kilkanaście osób, przypominające zaledwie karykatury ludzkich cieni. Stało na nim też dwóch wychudzonych mężczyzn, całych oblepionych ściekowym brudem, ubranych w podarte łachmany i z paskudnymi nożami o pasów, które wyraźnie powstały z tego, co szczurołapowie mieli akurat pod ręką.

                -Czego szukacie? – zapytał jeden z nich, trzymając patykowatą rękę na rękojeści broni. Miał niespokojny wzrok i skórę pokrytą licznymi wrzodami i dziwnymi, ropiejącymi wykwitami.

                -Wyjścia z kanałów.

                -Zostawcie broń, to pogadamy.

                Bohaterowie położyli broń na chodniku, przy czym Rodiger ociągał się z tym, widząc, w co właśnie kładzie swój oręż. Osobna grupa łachmaniarzy zabrała broń przybyszy, po czym dała im gestem znać, że mogą przejść na drewnianą platformę pośrodku kolektora.

                -Jestem Sławko – przywitał ich jeden ze szczurołapów – Szczurołap. Co was sprowadza, czego szukacie?

                -Potrzebujemy pomocy z wydostaniem się z miasta.

                -Czemu?

                -Nie twoja sprawa – powiedział Xanax, dając rozmówcy dwie monety, które ten schował gdzieś pod warstwy szmat.

                -Coś zjecie? – Szczurołap uśmiechnął się, odsłaniając czarne zęby i opuchłe, przekrwione dziąsła, a ręką wskazał na podejrzanie wyglądający kawał jakiegoś trudnego do zidentyfikowania mięsa, obracający się na zardzewiałym rożnie nad słabym, mocno dymiącym ogniskiem.

                -Nie, dzięki. Potrzebujemy przewodnika, nic więcej.

                -Dokąd?

                -Na wschód.

                -Hm… Ilu chcecie przewodników? To niebezpieczne tunele, przyda się wam eskorta.

                Rodiger spojrzał krzywo na człowieka, składającego się w większości z kości brudu i skóry, jednak nic nie powiedział, zaplótł jedynie podobne linom cumowniczym ręce na masywnej klatce piersiowej.

                -Myślę, że trzech wystarczy – powiedział Xanax.

                -Dobrze, ale nic za darmo. To będzie was kosztować… Piętnaście monet.

                -Dobrze, zapłacę wam, ale osiem teraz a siedem przy wyjściu.

                -Dziesięć teraz, pięć przy wyjściu.

                -Dziewięć teraz, sześć przy wyjściu.

                -Stoi! – Sławko splunął na dłoń i wyciągnął ją do Xanaksa. Czarownik skrzywił się, wyjął dziewięć monet i upuścił je na gęstą, zielonkawą plwocinę i szybko cofnął obie ręce.

                Sławko odszedł na bok, by schować zarobek do skrzynki, stojącej kilka kroków od ogniska, a pozostali oddają broń klientom, po czym ruszają ku jednemu z korytarzy. Na przedzie idzie szczurołap z pochodnią, za nim Rodiger, potem kolejny z przewodników, jednak bez pochodni, za nim Nora, dalej Xanax i cały pochód zamyka trzeci z miejscowych.

                Grupa kluczy korytarzami, zatrzymując się co jakiś czas, by przewodnicy mogli zetrzeć szlam z symboli lub by narysować nowe. Z czasem pochodnia zaczęła przygasać, a wielkie ciało wojownika sprawiało, że Xanax szedł praktycznie w ciemności, przez co co chwila wchodził w coś, co wydawało obrzydliwie wilgotny dźwięk pod jego butem, lub potykał się o nierówności chodnika. Mag zniecierpliwił się w końcu i ponownie wyczarował świetlną iluzję na mieczu brata, która kompletnie rozwiała mrok tunelu.

                Wtedy Xanax dostrzegł, że korytarz, którym idą, jest dziwnie czysty. Choć strumień ścieków był równie obrzydliwy jak wszędzie, to chodniki, ściany i sklepienie były niezwykle czyste, jakby ktoś je regularnie czyścił z wszechobecnego szlamu. Mag zauważył też, że ich kolumna docierała właśnie do kolejnego rozwidlenia, że pierwszy z przewodników wchodzi właśnie w korytarz, do którego dochodził ich obecny tunel.

                Nagle smuga z lewej ciska szczurołapem przez tunel, uderza o ścianę, spada na chodnik i zaczyna rozszarpywać człowieka na strzępy, gdy ten wrzeszczy z bólu.

                -Trupojad! – wydarł się szczurołap na tyle kolumny i rzucił się do ucieczki. Xanax złapał go szybko, jednak nie potrzebnie, bowiem gdy człowiek dostrzegł, co jest za nim, zamarł.

                Korytarz za kolumną ludzi był wypełniony dziwną, fioletową, galaretowatą istotą, w której pół przezroczystym ciele pływało wszystko, co powinno znajdować się w kanale, ale również nadtrawione fragmenty metalowych pancerzy.

                Gdy Xanax dostrzegł, dlaczego przewodnik zamarł i że to coś sunie w ich stronę, błyskawicznie wypuścił z dłoni snop płomieni. Jęzory wgryzły się w półpłynną istotę, nie robiąc jej jednak większej krzywdy, za to ona wypluła w kierunku źródła ciepła galaretowaty strumień, który trafił w szczurołapa. Mag odepchnął go odruchowo od siebie i obserwował tylko, jak strumień rozlewa się po całym człowieku, zamykając go w sobie, po czym trawi go wraz z ubraniem i drewnianymi okładzinami noża, aż nie zmienia się w papkę masy organicznej. Następnie galareta, która jeszcze przed chwilą była człowiekiem, zaczyna sunąć ku galarecie blokującej cały tunel.

                Równocześnie Nora, widząc jak karykatura humanoida wypruwa szponiastymi łapami flaki wciąż żywego przewodnika, strzeliła szybko dwa razy. Raz, by dobić człowieka, a raz w potwora. Strzały syknęły, człowiek umilkł, a stwór zasyczał wściekle, czemu zawtórowało kilkanaście syków w tunelu, do którego właśnie wchodzili.

                Nieumarły rzucił truchło do ścieków i rzucił się na łowczynię, machając szponiastymi łapami i odsłaniając sztyletowate zęby. Rodiger ciął szybko od dołu, zasłaniając Norę i przepoławiając ghula w locie, jednak wchodząc w zasięg ramion potwora, które w ostatnich podrygach bez problemu przebiły się przez kolczugę i zostawiły głębokie rany w ramieniu wojownika. Wnętrzności i krew stwora bryzgają na ostatniego z przewodników, który stoi sparaliżowany strachem i tylko patrzy na obślizgłą masę, która spływa po jego ciele. Z tunelu dobiegają echa drapania pazurów o kamienie i to zdecydowanie nie szczurów. Z oddali słychać było też słabo:

                -Chcę wydać pepeka!

                NIE MASZ!

                Xanax przepchnął się koło Nory, starając się być jak najdalej od dziwnej galarety, dopadł sparaliżowanego przewodnika, trzasnął go w twarz i z ogniem w oczach wydarł się:

                -Którędy do wyjścia?!

                Człowieka spojrzał na niego przerażony, do oczu napłynęły mu łzy, po czym skulił się i zaczął łkać, przyciskając się z całych sił do ściany tunelu, podobny do wielkiego dziecka.

                -Niech go szlag!

                -To którędy? Tylko szybko, jest ich więcej!

                -Nie wiem! Psi syn się zesrał!

                -Nie go szlag! – Rodiger szarpnął z ziemi przewodnika i ruszył przed siebie, na zakręcie odruchowo ruszając w lewo, a za nim pobiegli też inni.

                Lewa strona okazała się dobrym wyborem, na końcu majaczyło zakratowane wyjście i odpływ do rzeki.

                -Jest wyjście! – krzyknął woj, a zaraz po tym w świetle miecza pojawiły się cztery kolejne ghule, w tym dwa blokujące im drogę ucieczki, a dwa pozostałe po drugiej stronie kanału. Rodiger kopnął szczurołapa w stronę trupojada, ten porwał go i zaczął pożerać żywcem, jednak zza niego wypadł drugi i skoczył na woja. Ten ciął, jednak ranny stwór dopadł do niego i przeciął pazurami pancerz i ciało człowieka. Syknęła strzała, grot ledwo drasnął stwora po drugiej stronie tunelu, Xanax wystrzelił płomienie w ghula, przypalając mu jedną z łap. Wojownik dobił stwora, którego ranił, lecz za nim był już następny, który wbił ostre zębiska w kark wojownika. Syknęła kolejna strzała, grot odbił się od grubej skóry, stwór dopadł do łowczyni i rzucił na ziemię, pozbawiając przytomności. Kot zasyczał i pobiegł ku wyjściu, gdy Rodiger zrzucił z siebie trupojada, wyszarpnął z pasa butelkę, wlał sobie jej zawartość do gardła, ale potwór doskoczył z powrotem do niego i otworzył kolejne rany, gdy jedne ledwo się zagoiły. Wojownik wypluł krew, zalewającą usta, Xanax wbił sztylet w oko ghula, zanim ten zdążył wypruć flaki Nory. Rodiger wyje zwierzęco i otwiera brzuch ghula, który zaczyna wić się na posadzce.

                Wtedy z drugiej strony skoczył czwarty trupojad, prosto na Xanaksa. Mag wypala w niego płomieniami, jednak stwór dopada do niego, przewraca i błyskawicznie wgryza się w gardło. Korytarz wypełnia przeraźliwy krzyk bólu, zaraz stłumiony zalewającą krtań krwią.

                -Bracie! – drze się wojownik i z całego ciała wyprowadza potężny cios w ghula.

*

                Gdy Xanax otworzył oczy dostrzegł, że znajduje się przestronnym gabinecie, który cały był kompletnie czarny. Czarna była podłoga, ściany, sufit. Dywan, drzwi, obrazy na ścianach, biurko i fotel, na którym siedziała antropomorficzna personifikacja śmierci. W kącie oparta o mur była kosa, a na biurku stała klepsydra, w której cały piasek już się przesypał, z wyjątkiem jednego ziarnka, które zawieszone było w szyjce między górną a dolną komorą. Na mosiężnej tabliczce zapisane było imię maga.

                WITAJ XANAKSIE – Mag miał wrażenie, że głos dobiega z wnętrza jego czaszki, a nie z „ust” szkieletu w czarnej szacie.

                -Jesteś śmiercią?

                TAK.

                -Czyli umarłem?

                PRAWIE.

                -Jak to, prawie? Jestem martwy, czy nie?!

                I TAK I NIE. JESTEŚ JAK KOT TEGO BADACZANIE WIEM, CO GO SKŁONIŁO, BY ZAMYKAĆ ZWIERZĘ W PUDEŁKU.

                -I co teraz?

                MOŻESZ UMRZEĆ ALBO ŻYĆ.

                -Czyli musimy rozegrać partię w szachy, czy co?

                NIE LUBIĘ SZACHÓW, NIGDY NIE PAMIĘTAM, JAK RUSZA SIĘ KOŃ. MAM ZA TO PROPOZYCJĘ.

                -Propozycja od śmierci? Słucham! Co masz mi do zaoferowania?

                WYRZĄDZIŁEŚ DUŻO ZŁA. LOS BYŁBY W STANIE PRZYWRÓCIĆ CI ŻYCIE POD WARUNKIEM, ŻE ZACZNIESZ CZYNIĆ DOBRO.

                -O nie, to jakiś żart! Nie ma mowy! Wolę umrzeć. Masz coś innego?

                Drzwi za Xanaksem otworzyły się, do środka wlało się oślepiające światło. Zawieszone w powietrzu ziarenko zaczęło spadać.

                -Czekaj! Czekaj!

                Ziarenko zatrzymało się w powietrzu.

                TAK?

                -Czy mógłbym związać swój czas z czasem brata, czy coś?

                Śmierć obrócił się z fotelem i spojrzał na regał. Podrapał się paliczkami po czaszce, po czym obrócił się z powrotem.

                SKORO TEGO CHCESZ.

*

                Cięcie przepołowiło ghula, Xanax poczuł na sobie jego zimną krew, czuł też wilgotne zimno otwartej rany na gardle. Mag rozwarł oczy i jak przez mgłę dostrzegł nad sobą masywne cielsko brata, na którego plecy skakał właśnie broczący krwią nieumarły. Mag uniósł ledwo dłoń i wypalił w ghulu dziurę na wylot.

                -Żyjesz! – krzyknął Rodiger, po czym podźwignął brata z ziemi i narzucił go sobie na barki. Wojownik dostrzegł, że choć galareta blokuje drogę pozostałym trupojadom, to sunie w ich stronę. Chwycił więc jedną ręką kaptur Nory i ruszył ku zakratowanemu wyjściu z kanałów. Krata była zamknięta, lecz to nie było problemem nawet dla słaniającego się na nogach wojownika, który z rykiem wyłamał dziurę w kratownicy i wywlókł towarzyszy na kamienny brzeg rzeki, po czym osunął się po ceglanej ścianie na ziemię, zostawiając na niej smugę z krwi.

*

                W tym samym czasie, Sylanna pod postacią niewielkiego aligatora, bezpiecznie przedostała się przez kanały.

 

Tl;dr

Bohaterowie weszli do kanałów, po czym Sylanna oddzieliła się od drużyny, by pod postacią aligatora szukać wyjścia. Suski zaprowadził pozostałą trójkę do szczurołapów, którzy za opłatą zgodzili się pomóc uciekinierom (-11 monet Xanax). W trakcie wędrówki ludzie ściągnęli na siebie uwagę nieumarłych oraz galaretowatej istoty. W trakcie walki (+2xp Xanax, -1 mikstura leczenia Rodiger) wszyscy szczurołapowie zginęli, a Nora straciła przytomność.  Umarł też Xanax, jednak zawarł układ ze śmiercią, na mocy którego żyje tak długo, jak żyje Rodiger. Pomimo trudności wszystkim udało się dotrzeć do wyjścia z kanałów, gdzie drużyna ponownie spotyka się w pełny składzie.

Comments

Jaggred Jaggred

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.