Podziemny Świat Labiryntów Tygrysa +3

[Archiwum] Sesja ostatnia

Christmas Special

                Nora zdjęła czajnik znad paleniska i zalała wrzątkiem zioła w kubku, po czym usiadła na bujanym krześle. Suski wskoczył jej na kolana, zwinął się w puchaty kłębek i zaczął mruczeć. Kobieta machinalnie zaczęła gładzić miękkie, ciepłe zwierzę, jednak nie na tym się skupiała. Patrzyła w okno, a myślami była daleko od swojej pustelniczej chatki. W takie wieczory jak ten, gdy w kominku huczy i strzela ogień, kot drzemie na jej kolanach, a świat na zewnątrz wydaje się być śnieżną otchłanią, Norze przypomina się zawsze ostatnia przygoda jej i jej przyjaciółki – druidki Sylanny oraz ich dwóch towarzyszy spod ciemnej gwiazdy – wojownika Rodigera oraz maga Xanaksa. Przypomina jej się, jak zabiła Marklina Juniora, co wznieciło katastrofalny w skutkach gniew Dyktatora i sprowadziło Czerwony Terror na poddanych. Przypomina jej się brudna twarz Sławko szczurołapa, którego po wydarzeniach w kanałach widziała jeszcze jeden raz – huśtanego przez wiatr na szafocie, z oczami wydziobanymi przez wrony. Ale przede wszystkim przypomina jej się koniec jej przyjaciółki i nie do końca znany jej los towarzyszących im braci.

                Nora, nie odrywając wzroku od okna, drżącymi dłońmi uniosła kubek do ust, a gdy przymknęła oczy, by ochronić jej przed gorącem pary, po jej policzkach popłynęły łzy.

*

                Rodiger odepchnął od siebie Sylannę, gdy ta chciała pomóc mu wstać.

                -Odwal się! – warknął, wstając najpierw na kolana, a potem na proste nogi -Gdzie ty byłaś?! – krzyknął, kuśtykając ku druidzce, która cofnęła się o kilka kroków i patrzyła na niego szeroko otwartymi oczyma.

                -Pytałem, gdzie ty, do cholery, byłaś?! – wrzasnął.

                Sylanna nie odpowiedziała nic, patrzyła jedynie przestraszona na górę mięśni, buzującą gniewem.

                -Daj jej spokój… – zaczął słabo Xanax, blady jak ściana, z magiczną szatą zalaną krwią.

                -Ty się lepiej mikstury leczenia napij! – warknął wojownik i ponownie popchnął Sylannę – Czemu nie odpowiadasz?! Wystawiłaś nas!

                Sylanna zaczęła poruszać ustami, jakby coś mówiła, jednak pozostała przy tym niema. Gdy Rodiger to spostrzegł, trzasnął pięścią druidkę prosto w zęby. Coś zachrzęściło, a kobieta, bezwładnie jak wstęga, spadła na ziemię, pozbawiona przytomności.

                -Co ty robisz?!

                -Zamknij się! – Rodiger przyklęknął przy nieprzytomnej Sylannie i obudził ją dwoma liśćmi.

                Sylanna ocknęła się, wypluła otumaniona ząb z krwią, oblizała zakrwawione usta, a dopiero po chwili spostrzegła nad sobą szpetną twarz wojownika.

                -Jeszcze raz spróbuj czarować, a znowu oberwiesz.

                -Nie chcę wam przeszkadzać… – odezwał się Xanax – Ale ta galareta nadal za nami lezie.

                Rodiger obejrzał się przez ramię i dostrzegł, jak galaretowata istota przelewa się przez kraty odpływu. Wojownik skrzywił się, spojrzał na druidkę, która co chwilę przełykała lub wypluwała zalewającą jej usta krew.

                -Z tobą jeszcze pogadam. Zwiewamy!

 

                Bohaterowie wyruszyli w drogę, kierując się ku lasowi, gdzie planowali osiąść i rozważyć dalsze kroki. Nora kręciła się wokół wędrowców, znikając co jakiś czas, tylko po to, by wrócić po chwili z workiem pozbieranych ziół, owoców lub warzyw. Sylanna, jaka najlepiej rozeznana w lesie, wskazywała drogę, zaś Xanax szedł na czele pochodu, z powodów nie do końca jasnych. Oprócz tego, w trakcie wędrówki, Rodiger dostał od swego brata jedną z ostatnich dwóch mikstur leczniczych i to z zadziwiającą, dotychczas niespotykaną serdecznością.

 

                Było już ciemno, a las spowijała mgła, gdy Xanax dostrzegł w oddali wysoką postać, poruszającą się na dwóch nogach oraz z wielkim porożem. Czarodziej z miejsca rozpoznał w sylwetce stwora reniferołaka, będącego istotą nienaturalną, efektem czyjegoś eksperymentu, co do którego nie do końca wiadomo, czy się powiódł. Wiedza ta jednak zastrzeżona jest dla uczonych, miejscowa ludność w tych rogatych cieniach widzi zwiastunów szczęścia, obrońców przed bandytami i duchy, które przynoszą niegrzecznym dzieciom węgiel na święta przesilenia zimowego. Popularne jest także składanie im ofiar, w postaci pozostawianych w lesie pierniczków, mleka i czarnych kóz.

                Gdy Xanax dzielił się swoją wiedzą z drużyną, zaczął prószyć lekki śnieg, jakby mgła krystalizowała się z wszechogarniającego zimna.

                -Złóżmy im Rodigera w ofierze! – stwierdziła Sylanna, która co prawda przestała już krwawić, jednak nadal bolała ją szczęka, przed oczami wykwitała tęcza, gdy zbyt szybko poruszyła głową i prawdopodobnie już na zawsze będzie jej brakować jednego z zębów.

                -Może ciebie? W końcu byś się do czegoś przydała.

                -Cicho! – syknął Xanax – On może być użyteczny do mikstur lub rytuałów.

                -Nie! – wtrąciła się Nora – To zwierze lasu! Zostawcie go!

                -Nie chcę wam przeszkadzać, ale on kogoś woła. Jeśli dobrze pamiętam, ich było siedem, więc może chodzić o resztę stada. Kryjcie mnie, spróbuję z nim pogadać. A i czy mogłabym prosić o miksturę? Przez tego tłuka nadal nienajlepiej się czuję.

                -Została mi tylko jedna… – stwierdził Xanax tonem wyrażającym niechęć dzielenia się czymś, co mniej lub bardziej bezpośrednio może mu ocalić życie.

                -Nie dawaj jej! Zostawiła nas!

                -Ale przecież chcę odkupić winy, tak?

                -No to najpierw je odkup!

                Sylanna pokręciła ostrożnie głową i zaczęła powoli iść w stronę reniferołaka. Szła z wiatrem, by dać się wyczuć istocie odpowiednio wcześnie i jej nie wystraszyć.

                Nagle rozległ się ryk.

                Zatrzymaj się! Kim jesteś?

                Druidka Sylanna, dzień dobry. Nie chcę przeszkadzać, chcielibyśmy przejść.

                Czemu zakłócacie mój spokój?

                Sylanna zaczęła niezręcznie tłumaczyś się istocie. Cała rozmowa brzmiała dla postronnego jak ciąg porykiwań, różniących się minimalnie długością lub tonacją. W trakcie niezgrabnych porykiwań druidki, reniferołak złapał ją swą wielką, szponiastą łapą.

                Skoro szukasz schronienia, to zaprowadzę cię do mojego mistrza.

                Po ostatnim ryknięciu, bestia zerwała się do biegu.

                -Debilka! – odezwał się Xanax – Musimy jej pomóc!

                -Musimy? Wystawiła nas, czemu mamy jej pomagać?

                -Bo to część drużyny!

                -Ostatnio tak nie myślała.

                -Nie da sobie rady sama!

                -No i?

                W tym czasie Sylanna zmieniła się w ptaka i ucieka z uścisku potwora, po czym zaczyna skrzeczeć porozumiewawczo.

                -Ona jest w niebezpieczeństwie i potrzebuje pomocy! Biegiem!

                -Nie! Nie rozumiesz! Ona nie chce, żebyśmy do niej biegli! – stwierdziła Nora, która, w odróżnieniu od maga, zrozumiała, o co chodziło druidce, z którą związana jest krwią. Rodiger jednak nie uwierzył jej, uważał ją bowiem za miękką i uznał, że jest to kolejny z objawów jej słabości. Tym nie mniej, nie miał najmniejszej ochoty pomagać osobie, którą winił za to, co wydarzyło się w kanałach. Silniejsza od tej niechęci była jednak chęć chronienia brata. Więc gdy czarodziej ruszył ku źródłu skrzeku, Rodiger ruszył za nim. Ruszyła też Nora, która zwyczajnie nie chciała zostać sama.

                Tymczasem Sylanna, pod postacią ptaka, wykonywała w powietrzu serie manewrów, by uniknąć pochwycenia przez potwora oraz by nie zderzyć się nagle z którymś z drzew, ale też pozostać w zasięgu wzroku, by odciągnąć zagrożenie od towarzyszy. To jednak nie powiodło się, bowiem istota dostrzegła pośród mgły i śniegu biegnącego w jej kierunku Xanaksa, po czym ruszyła w jego stronę, podrywając z ziemi chmurę śniegu i ziemi.

                -Stój! – krzyknął mag – Nie jesteśmy zagrożeniem!

                Sylanna widziała, jak potwór zaczął hamować, by w końcu zatrzymać się ledwo metr od człowieka. Druidka przysiadła na gałęzi i przyjrzała się reniferołakowi, a coś w jego zachowaniu powiedziało jej, że ma tendencje inne, niż może się wydawać.

                Tymczasem Xanax przyjrzał się istocie, która świdrowała go czerwonymi oczyma i przypomniało mu się, że z plotek, które przekazali mu kiedyś koledzy z roku na Akademii, wynikało, iż gdzieś w tym rejonie mieszkał Niklas, zwący się Karmazynowym Magiem.

                -Kim jesteś? – zapytał potwora Xanax. W odpowiedzi uzyskał tylko zwierzęcy ryk. – Zaprowadź mnie do swojego pana! – rozkazał, a rozkaz został wysłuchany. Bestia chwyciła czarownika łapą i ruszyła w głąb lasu.

                -Stój, reniferze chędożony! – krzyknął Rodiger i ruszył za bestią, jednak nie był w stanie dotrzymać jej kroku. To nie był jednak duży problem, bowiem wielkie łapy stwora pozostawiały nie mniej wyraźne ślady w śniegu.

                Xanax trząsł się z zimna w objęciach reniferołaka, którego otaczała lodowata aura wystarczająco silna, by magiczna szata maga zaczęła pokrywać się lodem. Mag próbował ogrzać się prostym zaklęciem, lecz przez aurę reniferołaka nie udało mu się skupić nawet odrobiny energii. W drodze desperacji czarownik podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat temperatury z potworem, ten jednak jedynie prychnął.

               

                W końcu reniferołak dotarł, wraz z magiem, do celu. Las był pokryty coraz grubszym śniegiem, aż w końcu urwał się i weszli na rozległą polanę o podnóża góry, z której wyrastał lodowy pałac. W powietrzu wisiały świece, a pośród śniegu uwijały się małe, odmarzające elfiki w zielonych kubraczkach, zakute w kajdany i lepiły lodowego golema. Reniferołak przekroczył bramę pałacu i dostawił czarodzieja na podłogę.

                Sklepienie sali podpierały wysokie kolumny w biało-czerwone spirale, a pod ścianami stały lodowe figury bohaterów z odległych krain. Powietrze pachniało piernikami. Reniferołak zamknął bramę i szturchnął na przód maga, po czym ten ruszył ku ślimakowym schodom po drugiej stronie sali. Z zimna ledwo szedł, a ubranie trzeszczało pękającym lodem przy każdym ruchu.

 

                Reszta drużyny dotarła na miejsce. Sylanna podleciała do lodowej fasady, wykonała szybki przelot wzdłuż okien, po czym nawróciła, zanim pióra oszroniły jej się kompletnie. W trakcie przelotu widziała, jak mag drobi przez salę w towarzystwie potwora. W tym czasie Nora tuliła pod płaszczem kota, którego jakoś nie było czasu umyć po drodze, więc nie dość, że był oblepiony całym ścierwem z kanałów, to jeszcze zaczynało to do niego przymarzać.

                Rodiger ruszył ku bramie, lecz na jego drodze stanęła napędzana magią, pięciometrowa góra lodu i śniegu. Sylanna podleciała do niej i zaczęła ja drapać i dziobać, co na tyle zwróciło uwagę golema, by wojownik mógł swobodnie zaatakować go mieczem i uniknąć kontry. Gdy Nora spostrzegła, że trwa walka, schowała Suskiego do kaptura, nałożyła strzałę na cięciwę i strzeliła w lodowego giganta. Strzała przeszła przez lód na wylot i poleciała dalej, nie wyrządzając większej szkody wrogowi. Zaraz po tym śnieg wokół golema zaczął przesuwać się w jego stronę i zalepiać uszkodzenia.

 

                Tym czasem Xanax wspinał się po zakręconych schodach, słysząc organy i widząc, jak mała istota w zielonym kubraku nawala w ich klawisze, w dość przypadkowy sposób.

 

                Sylanna, widząc, że na golema potrzeba czegoś więcej, niż ptasich pazurów, zmieniła się z powrotem w swoją ludzką formę i chwyciła się głowy giganta. Rodiger uznał zaś, że walka z czymś tak wielkim i twardym jest bez sensu, więc wykonał ciąg szybkich przewrotów w śniegu, wychodząc z zasięgu giganta, poderwał się na nogi i zaczął pędzić ku zamkniętej bramie pałacu, mijając po drodze dwóch zamarzających robotników i jednego ze strzałą w plecach. Nora ponowiła ostrzał, jednak strzała znów przeszła przez giganta nic mu nie robiąc. Sylanna zamachnęła się włócznią, lecz giganta szarpnął się, druidka pośliznęła się na lodzie zaczęła spadać, gdy gigant chwycił ją i wgniótł w ziemię. Śnieg wzbił się chmurą w powietrze, kości zachrzęściły, a świat zgasł dla druidki, która czuła, jak wszystko rozlewa się w jej ciele.

 

                Jednak zaraz po tym poczuła dotkliwe, ogarniające ją zimno, a w głębi umysłu usłyszała głos, podobny do zimowego wichru.

                -Witaj, Sylanno.

                -Kim jesteś?

                -Śnieżną zamiecią, igłami lodu na gałęziach, wszystkimi płatkami śniegu i każdym z osobna. Jestem duchem zimy, noc przesilenia jest moją nocą. A teraz także ty.

                -Co?

                -Umarłaś Sylanno, a i twoich towarzyszy czeka zguba. Nie opuścisz już tej krainy, należysz do mnie. Jednak pozwolę ci dokończyć to, co dokończyć powinnaś. Źle jest, gdy członek Kręgu ginie niespokojnie.

 

                Rodiger dobiegł do bramy, uderzył w nią barkiem i odbił się od lodu, który okazał się twardszy, niż wojownik się spodziewał.  Nora ponownie strzeliła w golema, który wbił Sylannę w ziemię, lecz strzała ponownie nic nie zdziałała, poza tym że golem przestał przygniatać druidkę, która spowita śnieżną aurą i oczami pokrytymi lodem podniosła się z ziemi, przeszła za golema i dostrzegła, że na plecach ma świecący magiczną energią kryształ. Rodiger podniósł się ze śniegu po zderzeniu z bramą, odskoczył od pełznącego w jego stronę niedokończonego golema i ruszył ku oknom, licząc na więcej łatwości w przebiciu się przez nie.

                -Nora! – krzyknęła Sylanna, a jej głos brzmiał, jakby skuty był lodem i niósł się na wichrze, szalejącym po lodowym pustkowiu – Golem działa na kryształ! Strzelaj w środek!

                Nora kiwnęła głową, nałożyła strzałę, wycelowała i strzeliła. Strzała przebiła się przez lód tak ja poprzednie i trafiła w kryształ. Kamień pękł w blasku magicznej eksplozji, a golem rozsypał się w śnieżną zaspę.

 

                Rodiger z trzaskiem łamanego lodu przebił się przez okno i wpadł do sali pałacu, po czym ruszył biegiem ku schodom, słysząc organy i mijając posągi wojowników, których nie rozpoznawał. Wojownikowi nic nie stanęło na drodze, więc szybko dotarł do schodów i skręcił w prawo.

 

                Xanax jednak poprowadzony został w lewo, po czym prowadzony był przez reniferołaka przez labirynt komnat i korytarzy, pod których ścianami przemykali zmarznięci słudzy, szczękający zębami i łańcuchami. W końcu dotarli do drzwi, przed którymi reniferołak zatrzymał się i wskazał magowi, by szedł dalej.

                Wrota otworzyły się, a potem zamknęły samoistnie, wpuszczając czarodzieja do pomieszczenia w zieleni, bieli i czerwieni, z pękami ziół rozwieszonymi pod sufitem i tronem pod ścianą przeciwległą do wejścia. Na tronie siedział człowiek ubrany w czerwień, z kostropatymi łapami i czerwonym, dziobatym nosie.

                -Magu, co cię sprowadza? – zapytał człowiek na tronie.

                -Szukamy schronienia.

                -Znaleźliście je.

                -No właśnie widzę. – Xanax patrzył przez okno na toczącą się na zewnątrz bitwę.

                -Nie moja wina, zaatakowali pierwsi. Tym nie mniej, mam dla ciebie prezent – Karmazynowy Mag wskazał ruchem ręki na stojącą w kącie komnaty choinką, pod którą stały różne rzeczy owinięte w papier i kolorowe wstążki.

                Xanax podszedł do choinki i odnalazł prezent, na którego opakowaniu ze zwykłego, szarego papieru było jego imię. Mag rozpakował prezent i jego oczom ukazały się skarpetki z czerwonej wełny, na których wydziergane były białą wełną magiczne znaki. Mag zdjął buty i brudne onuce, po czym nałożył całkiem nowe, ciepłe skarpetki, które z miejsca zaczęły wżerać mu się w ciało. Mag zawył z bólu.

                -One wzmacniają magię, ale kosztem twojego życia.

                -Dzię… kuję… o… mędrcze! – wydusił z siebie mag, gdy wełniane skarpetki, świecąc magicznymi znakami, wgryzały mu się właśnie w okostną.

                -Wesołych świąt! Ho, ho, ho!

*

                Nora nigdy nie dowiedziała się, co się stało z Xanaksem i Rodigerem. Uciekła i nadal czuła się winna. Może przeżyli? Może potrzebowali jej pomocy? Może udałoby się znaleźć sposób, by przywrócić Sylannę do żywych? Może… Może…

                Pokręciła głową z rezygnacją, otarła łzy. Minęło wiele lat, jednak nadal miała wrażenie, że to wszystko wydarzyło się wczoraj. Próbowała nawet wrócić do Krainy Lodu, lecz duch podający się za Sylannę powiedział jej, że znajdzie tam tylko zgubę, że umarłym trzeba dać spoczywać w spokoju. Zawróciła więc, lecz co roku przeżywa to samo.

                Za oknem błysnęło, zatrzęsła się ziemia a sople spadły z trzaskiem z okapu. Łowczyni zrzuciła to na ostrzał krasnoludzkiej artylerii, lecz gdy Suski poderwał się, zjeżył, zasyczał wściekle i uciekł w najdalszy kąt domu, Nora uznała, że powinna to sprawdzić. Wstała więc z krzesła i podeszła do okna.

                Cały śnieg osypał się z drzew, niebo płonęło, a ku niemu piął się kapelusz olbrzymiego, ognistego grzyba. Kubek wypadł jej z rąk, herbata rozlała się po klepisku. Nora obserwowała grzyb z szeroko otwartymi oczyma, nim nie doszło do drugiej eksplozji, bliższej.

                Nora znała już to uczucie, było podobne to tego, co czuła, gdy zakłóciła zaklęcie Marklina Juniora. Oślepiający rozbłysk, jak tysiąc słońc. Chwilę potem ogłuszający huk trwający ledwo ułamek sekundy, a potem absolutna cisza i jedynie ostry ból w uszach i poczucie, że coś ciepłego spływa po małżowinie. Na koniec potężne szarpnięcie i podmuch gorętszy od ciekłej stali.

                Tym razem, Nora nie ocknęła się.

KONIEC

…ale czy na pewno?

Comments

Jaggred Jaggred

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.