Podziemny Świat Labiryntów Tygrysa +3

[Archiwum] Sesja trzecia

Well, that escalated quickly

Sesja 3

(wersja tl;dr na końcu)

                 Ciało strażnika chrzęściło po podłodze, zostawiając na niej smugę z krwi, gdy alchemik wlekł je ku piwnicy.

                -To Akademia Magii mogła nas skanować – odezwał się Xanax, stojąc przy drzwiach – Musimy uciekać z miasta. Tak, uciekać z miasta. Chyba, że chcecie gadać z Biesami. Z drugiej strony… – Mag zaczął chodzić od jednej krawędzi drzwi do drugiej. – Z drugiej strony, chętnie odwiedziłbym Akademię. Tyle informacji. Mogą się przydać. Co robimy?

                -Ja bym poszła do Akademii – powiedziała ledwo Sylanna, której wstać pomagała właśnie Nora. Mag przeniósł wzrok na łowczynię.

                -Raz się żyje – stwierdziła, przerzucając ramię druidki przez barki, by ta nie przewróciła się z powrotem.

                Mag spojrzał w końcu na wojownika.

                -Idę za tobą – powiedział, ocierając miecz o rękaw.

                -Nie chcę wam przeszkadzać… – wtrącił alchemik, wlekąc kolejne ciało – Ale nie zaszkodziłaby mi odrobina pomocy.

                -Chętnie, ale mogę je najwyżej spalić – rzucił mag.

                -Aha… Wrzucę ich do kwasu. Nora, może coś na drogę?

                -Nie, dziękuję.

                -W takim razie zgaduję, ze pora na was.

                -Tak, do następnego razu – pożegnał się Xanax. W odpowiedzi otrzymał jedynie dziwnie krzywe spojrzenie.

                Gdy za bohaterami zachrzęściły zasuwy drzwi alchemika, zmierzchało. Budynki coraz bardziej zmieniały się w granatowe zarysy na tle brzoskwiniowego nieba. Z niektórych okien wylewał się już ciepły blask świec i kaganków. Lecz choć kończyło się już światło dnia, to dzień trwał dla wielu nadal i miał trwać jeszcze długo. W powietrzu nadal czuć było wszechobecne podniecenie, a od murów kamienic odbijały się echem rewolucyjne hasła i przyśpiewki.

                -Nie możemy dać się zauważyć – stwierdził Xanax.

                -Poczekajcie – Sylanna zatoczyła się lekko, gdy przestała opierać się o Norę – Zmienię się w jastrzębia i was poprowadzę.

                -Nic ci nie będzie? – zapytała z troską łowczyni.

                -Nie, dam radę, spokojnie, aż tak źle ze mną nie jest.

                Druidka rozłożyła ręce na bok, wzniosła twarz ku niebu, przymknęła oczy i wymamrotała coś, po czym jej sylwetka błysnęła energią, oślepiając w pół mroku towarzyszy. Gdy tym wrócił wzrok, na niebie nad nimi krążył już jastrząb.

                Pomysł okazał się skuteczny, drużyna bowiem nie natrafiła na swojej drodze na ani jeden patrol straży.

                Akademia Magii w Harrison’s Hold była starym kompleksem uczelnianym, oddzielonym od reszty miasta murem, który jednak nie był zbyt wysoki, bowiem większość obiektów Akademii składała się z parteru i złożonych systemów podziemnych korytarzy, sal i klatek schodowych.  Jedynie dwie wieże górowały nad otaczającymi akademię, wielopiętrowymi kamienicami. Jedna – wieża zachodnia – zwieńczona była magicznym kryształem, druga – wieża wschodnia – kierowała ku niebu oko teleskopu. Xanax pamiętał uczelnię z czasów swojej nauki jako zadbane, ceglane mury, między którymi przechadzali się adepci, w upalne dni mogący znaleźć ukojenie w jednej z dwóch fontann lub pod którymś z drzew. Pamiętał pnącza rozpościerające się na wewnętrznej stronie muru i nadnaturalnie pachnące krzewy róż, z których niektórzy studenci zrywali ukradkiem kwiaty, gdy któraś z miastowych dziewek wpadła im w oko. Pamiętał studia jako czas zdobywania potęgi, ale też spokoju, gdy nie musiał patrzeć na swojego tępego brata, a ojciec nie popadł jeszcze w religijny fanatyzm, a jedynie topił żale w wioskowej karczmie. Xanaksa, choć nigdy by tego nie przyznał, z Akademią łączył ogromny sentyment i w głębi duszy cieszył się, że znów znajdzie się wśród jej przyjaznych murów.

                Radość nie trwała długo, jastrząb krzyknął bowiem ostrzegawczo i zanurkował szybko ku uliczce, w której znajdowała się reszta drużyny. Ptak zmienił się w plamę słabego światła, ta zaś w druidkę.

                -Czterech biesów pilnuje bramy – wydyszała, klękając, by się nie przewrócić.

                -No to może być problem z wejście do środka – stwierdził Xanax – Mnie wpuszczą, jestem absolwentem, ale was?

                -Ja mogę spróbować wlecieć…

                Rodiger przekrzywił głowę i wyszczerzył się lekko, zaplatając masywne przedramiona na piersi.

                -Nie, nie zabijemy ich – powiedział Xanax.

                Wojownik przestał się szczerzyć i wzruszył ramionami.

                -Spróbuję wejść sam. Po wschodniej stronie nie ma domów, zrzucę wam linę.

                -Nie uda się – odezwała się Sylanna – Mury patrolują golemy, mur jest zaczarowany. A gargulce…

                -Gargulce… – mruknął zniesmaczony mag, jakby coś mu się przypomniało.

                -Brat, wysadź po prostu mur może? – odezwał się wojownik.

                Mag schował twarz w dłoniach, po czym posuwistym ruchem ściągnął je w dół.

                -Jakieś inne propozycje? – odezwał się, gdy skończył.

                -Podejdźmy po prostu do bramy. Spróbujmy sił – stwierdziła Sylanna, nadal klęcząc na bruku.

                -Ta, ty jesteś prawie martwa, Xanax i ja jesteśmy ranni. Świetny pomysł – zaoponował Rodiger.

                -Wiecie co, przyda nam się odpoczynek i chwila namysłu. Znajdźmy jakąś karczmę – stwierdził w końcu mag. Wszyscy przytaknęli, więc użył sztylet, który znalazł przy jednym ze strażników, a który po zakręceniu wskazywał najbliższą karczmę. Drużyna następnie udała się do wskazanego przez ostrze miejsca. Ponieważ karczma, jak to karczma, pełna była wszelakich podejrzanych osobników, bohaterowie bez przyciągania niechcianej uwagi wynajęli pokój na noc. Xanax obłożył go zaklęciem alarmowym, po czym wszyscy udali się na spoczynek i leczyć rany.

 

                Rano, po dostrojeniu nowych czarów, drużyna wykupiła najtańsze śniadanie dla czterech osób. Ponieważ Sylanna nie była głodna i gadała coś o karmieniu się energią natury, Rodiger zjadł dwie porcje. Po posiłku, drużyna ruszyła ku Akademii, kompletnie bez planu działania, ale za to gotowa do kolejnych, ewentualnych starć.

                Gdy dotarli pod mury uczelni, oprócz strzegących jej Biesów i przechadzających się po murach golemach, dostrzegli także grupę strażników, wlekących jakiegoś mężczyznę.

                -Harbitussin! – zachłysnęła się okrzykiem Nora – Złapali go.

                -Cholera, wyda nas – stwierdził Xanax, a po chwili dodał – Zabijmy go.

                -Okej – stwierdził Rodiger, jednak Nora zaczęła oponować. Nie przedstawiała żadnych powodów, by nie zabijać jej znajomego, po prostu raz za razem, z żalem w głosie, miałczała coś w stylu „Ale Herbitussin”, czym upewniała Rodigera w przekonaniu, że jest zdecydowanie zbyt miękka i za bardzo się rozczula nad wszystkim.

                -Może ich ogłuszmy? – wtrąciła Sylanna, próbując rozładować sytuację.

                -To elfickie – skrzywił się Rodiger.

                -Ale Herbitussin…

                -Nie ma czasu, musimy… – mówił Xanax, lecz usłyszał tylko:

                -Ale Herbitussin!

                -Nie ma czasu! – powtórzył z uporem.

                -Może się rozdzielmy? – zaproponowała Sylanna, lecz Rodiger spiorunował ją wzrokiem a Xanax słowami:

                -Zły pomysł! Bardzo zły pomysł!

                -Ale Herbitussin!

                Sylanna wydała dziwny dźwięk poirytowania.

                -Chodź Nora, idziemy za Herbitussinem!

                Teraz Xanax wydał dziwny dźwięk poirytwawnia, przetarł twarz dłońmi i powiedział:

                -Dobrze, idziemy za Herbitussinem.

                -O Bogowie… – westchnął Rodiger.

                Drużyna ruszyła za strażnikami i ich więźniem, aż ci nie weszli do pobliskiego komisariatu.

                -No to po problemie! – ucieszyła się Nora.

                -A może tym razem nie mordujmy wszystkich? – odezwał się Xanax.

                -Ty o to pytasz? – zdziwiła się łowczyni.

                -Tak, mamy wystarczająco dużo problemów, nie chcemy więcej. Idę sprawdzić teren, może jest jakieś boczne wejście.

                -Idę z tobą – odezwał się wojownik.

                -My zostaniemy.

                -Dobrze.

                Bracia weszli w jedną z bocznych alejek, otaczających parterowy komisariat i z miejsca natrafili na okno, zasłonięte jedynie drewnianą okiennicą. Mężczyźni ustawili się przy niej, po czym maga uchylił ją ostrożnie.

                -Co to było? – Ze środka dobiegł głos strażnika i mag szybko zamarł.

                Nasłuchiwali, jak podeszwy strażnika stukają o posadzkę pomieszczenia po drugiej stronie okna. Zatrzymał się, był tuż przy oknie.

                -Hm, to musiał być wiatr – stwierdził, po czym domknął okiennicę i zaczął od niej odchodzić. Wtedy Xanax otworzył okno na oścież i cisnął w strażnika kamiennym pociskiem, który rzucił nim przez całe pomieszczenie, jednak w jakiś sposób nie zabił. Zaraz po tym, mag poczuł na sobie czyjeś magiczne spojrzenie.

                Trafiony człowiek nie dał rady co prawda wznieść alarmu, ale zrobili to za niego jego towarzysze. Xanax zerwał się i ruszył na koniec uliczki, skąd mógłby łatwiej bronić się przed nacierającymi strażnikami, a w tym czasie do okna dotarł kusznik, wychylił się przez nie i jeszcze zdążył strzelić w stronę maga, nim miecz Rodigera wgryzł się w jego ciało, niemal pozbawiając życia. Wojownik nie zamierzał jednak kończyć dzieła, ruszył zamiast tego ku towarzyszkom, bowiem to samo zrobili zbrojni wewnątrz komisariatu. Xanax spopielił bełt w locie, po czym już miał zamiar dobić strzelca, gdy z okna wychylił się drugi i strzelił bez celowania. Choć bełt nie zranił maga, to wystarczyło, by go zdekoncetrować.

                Gdy Rodiger wybiegł z alejki, drzwi komisariatu właśnie otwierały się, a ze środka wychodził strażnik, któremu spod pancerza wystawała czerwona koszula.

                -Sylanna uważaj! To Bies! – krzyknęła Nora, nakładając strzałę na cięciwę.

                Sylanna rusza na elitarnego bojownika, próbując trafić go w bliskim kontakcie włócznią, nie trafia jednak i dostaje niedbałym uderzeniem, które jednak zostaje zamortyzowane przez druidzki strój. Równocześnie Nora próbuje trafić w Biesa, lecz Sylanna wchodzi na linię strzału i przyjmuje pocisk na siebie. Rodiger, nie mogąc na to patrzeć, wbiega na miejsce druidki i z miejsca atakuje biesa, lecz ta nie ustępuje miejsca kiedy trzeba, przez co Bies daje radę się osłonić i wyprowadzić kontrę. Nora natomiast rusza w drugą alejkę. Wybiega zza narożnika i jej oczom ukazuje się biegnący strażnik, nie dalej niż metr od niej. Kobieta zwija się w tanecznym uniku, zakłada strzałę na cięciwę, nie trafia, nakłada błyskawicznie drugą i gdy kończy ciąg zwodów i piruetów, na ziemię spada strażnik ze strzałą, sterczącą z potylicy.

                Nagle wewnątrz komisariatu zaczął tworzyć się słup, przypominający wir barwnych wstęg, a Xanax poczuł bardzo silne pole magiczne. Nie miał czasu jednak nic z tym zrobić, bowiem musiał sobie jeszcze poradzić z drugim kusznikiem. Miał już posłać w jego stronę strugę iskier, gdy czar zmienił się w barwną smużkę energii połyskującą w powietrzu, która zaraz została wessana przez wir na komisariacie.

                Obecność wiru nie umknęła też uwadze Rodigera, który wraz z Biesem próbował wymieniać ataki w bezpośrednim zwarciu, jednak bezskutecznie dla obu stron. Choć wojownik nie znał się na magii, to coś mu podpowiadało, że to się źle skończy i nie ma zamiaru być w pobliżu tego czegoś, gdy coś pójdzie nie tak. Więc gdy Bies i dwóch strażników zniecierpliwiło się bezowocną szarpaniną i spróbowało wypchnąć go z drzwi, chwycił tylko Sylannę i wykorzystał impet ich natarcia, by napędzić swój odskok.

                W końcu i Nora dostrzegła magiczny wir, gdy dobiegła do okna, ale dostrzegła i jeszcze coś. Wir unosił się nad nieprzytomnym, leżącym na ziemi Herbitussinem, nad którym, w centrum wiru, stał człowiek w długiej, czerwonej szacie, którego dłonie świeciły się czystą, magiczną energią. Łowczyni strzeliło szybko w jedną z dłoni maga, przebijając ją na wylot.

                Ostatnią rzeczą, jaką widziała, był oślepiający rozbłysk i chmura odłamków.

                Fala uderzeniowa rozerwała budynek na strzępy i rzuciła Norą o ścianę jak szmacianą lalką. Czysta, magiczna, niekontrolowana energia cisnęła strażników na odskakującego Rodigera i Sylannę, zwalając ich z nóg, zaś po dwóch kusznikach zostały tylko cienie, wypalone na murze sąsiedniego budynku.

                Rodiger zrzucił z siebie strażnika, dosiadł go i zaczął z całych sił okładać go pięściami.

                -Czemu? – zapytała Sylanna, zsuwając z siebie drugiego strażnika – Jest nieprzytomny, nic ci nie zrobi.

                -Żeby nie wstał – warknął wojownik i dalej bił człowieka, dopóki jego głowa nie zmieniła się w rozlaną na bruku papkę.

                Druidka zastanowiła się chwilę, wymamrotała coś, a z kawałka roztrzaskanych odrzwi wyrosła pojedyncza gałąź, która zaczęła wić się powoli ku drugiemu nieprzytomnemu strażnikowi, oplotła go ciasno, a potem wytworzyła bardzo mało przyjemnie wyglądające kolce. Bies tymczasem leżał twarzą do ziemi, z pancerzem wtopionym w plecy.

                Xanax wstał zza magicznej tarczy i spojrzał na zniszczenia nieobecnym wzrokiem, po czym wspiął się bez słowa na ruiny i gołymi rękoma zaczął przegrzebywać zgliszcza. Gdy Rodiger zobaczył, co robi jego brat, zapytał, co się dzieje.

                -To był syn Ilii Marklina.

Tl;dr

Bohaterowie wyszli od alchemika Herbitussina i udali się do Akademii Magii. Ta okazała się dobrze strzeżona (4 Biesów, czar uniemożliwiający wspinaczkę po murze, golemy na blankach i monitoring gargulców), więc poszli do karczmy, gdzie odpoczęli (-1 monet dla Rodigera, regeneracja dla całej drużyny). Następnego dnia zjedli śniadanie (-1 monet dla Rodigera) i ruszyli do Akademii. Tam dostrzegli, że Herbitussin został pojmany, a Nora przekonała Xanaksa i Rodigera, żeby pomóc jej przyjacielowi. Drużyna udała się za więźniem na komisariat. Oczywiście doszło do walki (1xp Sylanna i Xanax), w trakcie której pojawił się nieznany mag. Celny strzał Nory przerwał jego czar, co spowodowało magiczną eksplozję i zawalenie się całego budynku (1xp dla całej drużyny). W wizji Xanaksa okazuje się, że był to syn Ilii Marklina (+1xp dla całej drużyny, +1xp dla Xanaxa za więź z Norą), przez co bohaterowie są ścigani przez najlepszych ludzi dyktatora. Drużyna postanawia uciec z miasta kanałami, do których trafia, jednak nie bez utrudnień…

Loot:

232 monet

Pierścień (wart 50 monet)

Brosza rodu Marklinów

Klucz do skrzynki na komisariacie

Zawartość skrzynki:

1336 monet

Łopata

Brosza rodu szlacheckiego (1100 monet)

Comments

Jaggred Jaggred

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.